Moje filozofowanie nad Komórką


Czyli jednoaktowy horror wymiany telefonu na nowszy .

W czasach szalonego postępu elektroniki, a raczej mikroelektroniki
nasówa sie istotna i natrętna refleksja...
Dokąd to wszystko zmieża ?!!!
Czy aby napewno nie zatraciliśmy poczucia, że to, co powinno ułatwiać
nam życie, tak naprawde dużo bardziej je komplikuje...
Wytwory dzisiejszej techniki mają to życie ułatwiać, a tym czasem
co się dzieje ?
Do nauki obsługi niejednego z nich trzebaby było "zaliczyć"
jakąś wyrzszą uczelnie i to nie byle jaką....
Zaawansowane technologie urządzeń elektronicznych pozwalają na
zintegrowanie razem wielu różnych funkcji w jednym małym urządzeniu,
a nauka obsługi tych "wynalazków" niejednego przyprawiła już o ciężką
migrenę. Dochodzi już nawet do sytuacji, gdzie waga i objętość
istrukcji obsługi danego urządzenia (w jednym tylko języku) przekracza
kilkukrotnie ciężar i objętość samego urządzenia (przykład: ostatnio nabyty
przezemnie telefon ). Uwarzam że, należałoby skupić się nad tym, czy w tej
konkretnej gałęzi techniki forma nie przerosła treści.
Podczas tych rozawrzań skupmy się na rozwoju tylko małej, a jakże
istotnej cześci naszego życia skomplikowanego poprzez próbę
ułatwienia go - na telefonie.
Po euforii, jaka narodziła sie dzięki wylalazkowi pana Morse`a,
ludzie zaczeli traktować zupełnie normalnie komunikację na odległość,
a wygoda ludzka nakazywała wymyśleć coś łatwiejszego w użyciu...
Prawie nikomu nie chciało się uczyć skomplikowanego sposobu kodowania
literek i cyfr za pomocą kresek i kropek...
Pozatym taki sposób komunikacji był dość mało wiarygodny, bo każdy
mógł "pisać" jako ktokolwiek.
Dzięki wynalazkowi pana Bell-a możemy komunikować sie fonicznie
(a jak by nie spojżeć jest to dla nas - ludzi dalece bardziej wygodna
metetoda w oróżnieniu od kresek i kropek)
Ale jak kto z nami ludźmi bywa - nie dość nam było na tym.
Mało tego, że chcieliśmy ze sobą rozmawiać, to jeszcze nie podobało
nam się to, że jesteśmy uwiązani jakimś tam miedzianym sznurem w domu,
i zaczeliśmy oczekiwać większej mobilności od naszych "komunikatorów"
No i uśadł jakiś "mądry" jeden z drugim. myślał, myślał i wymyślił
coś co do dziś nazywamy radiem, a jak by mu tego było mało, to jeszcze
"zamknął" nadajnik i odbiornik radiowy w jednym, nedużym i do tego
całkiem zgrabnym pudełku a my zgodym hurem zaczęliśmy nazywać to
"Krótkofalówką".
No i zaczął się radiowy bałagan!
Na pasmach (częstotliwościach) przeznaczonych dla nas - szarych obywa-
teli ziemskiego globu wrzało!
W najlepszym przypadku "zeledwie" kilkadziesiąt osób przeszkadzało sobie na
jednym kanale - niezmordowanie twierdząc, że "to ten drugi z..." przeszkadza.
Wreszczie ktoś wrzasnął "DOŚĆ" zamknął sie w przepastncych czeluściach swojego
Labolatorium (czy też garażu, szopki lub piwnicy) i dokonał orzenku (wspartego
wynalezionym w międzyczasie wyberaniem selektywnym - takie coś tam oparte o
zestaw tonów DTMF) krótkofalówki z telefonem.
Jak to jest dokładnie od strony technicznej - nie będe wyjaśniał, bo mam zamiar
wykreować małą broszurkę, a nie wielokrotność trylogii.
Wrzawa nieco ustała.
Każdy dzwonił konkretnie do tej osoby, z którą chciał porozmawiać (ah ten czas,
impulsy i, O ZGROZO!!! R A C H U N K I ), i zaczął klarować się
spokój.
Jak wiemy z naszego doświatczenia - na tym wszytkim szło zarabiać, a więc na sprzeaży
telefonów też, ale trzeba było wyprodukować lepszy aparacik, niż konkurencja, bo gorszego
nikt nie chce, nawet jeśli jest sporo tańszy, bo jak tu mieć słabsze użądzenie niż somsiad...
Przecież to my chcemy być ON THE TOP! Niech on nas podziwia, a nie my jego !!!
No i producenci zaczeli się prześcigać w "dobajerowywaniu" swoich wytworów...
Jeden dodał zmiane koloru wyświetlania, drugi informacje graficzne, Menu trzeciego
wyglądało jak galerja malarska, czwarty schował antenkę do środka urządzenia (i wynalazł
problemy z zasięgiem), piąty "sprasował" akumulator od KAMAZA i wstawił go na miejsce baterii
chwaląc się, ze tego modelu nie trzeba ładować przez conajmniej tydzień, i dalej poszło jak lawina.
Dorzucili nam radio, dodatkowy obciążnik paska zwany walkmanem (nazwa zastrzeżona przez firmę SONY)
zastąpili odtwarzaczem plików MP3 - zitegrowanym w naszym telefonie.
Komuś, podczas projektowania obudowy "wyszła" za duża dziura na wyświetlacz, to "dorzucili"
nam wiekszy ''ekranik'' i dodali nam edytor tekstów.
Poniewarz moda na czerń i biel (tu gdzieś złotawą zieleń) mineła, więc kolorowy wyświetlacz staje się
powoli standardem i można sobie coś tam kolorowego nabazgrać w tym naszym cacku z antenką, czy też
generatorku rachunków (wybrać co kto sobie tam woli), ale jak tu narysować taką wredną morde kupla, żeby
wysłać dzieczynie co by wiedziała jakiego przystojnego ma chłopaka...
i MASZ!!! Już ktoś to podłapał i dokleił do telefonu cyfrowy aparat fotograficzny...
W końcu zjawił się taki jeden z tych co to nazywają się prostymi ludźmi i pokornie spytał:
-''Jak się tym wszystkim posługiwać, bo już trzeci tydzień kombinuje jak właczyć to ustrojstwo !''
No i potężni nakukowcy porzucili deski kreślarkie, lutownice i zasiedli do klasycznych papierowych
notatników, żeby człowieczkowi napiać instrukcję.
Możliwie najprstrzym jezykiem, bez technicznego bełkotu i szczegułów, ale chłopakom nie poszło.
Ich wypocina była jak oni sami, czyli bez studiów elektronicznych i informatycznych można zapomnieć
o pełnym zrozumieniu, a do tego samo urządzenie, jeśli jest odpowiednio nowe, to chce z nami gadac w najlepszym wypadku po angielsku (bo japoński słabo się przyjął co?).
Ciekawe co jeszcze wymyślą, żeby wzbudzić nasze apetyty na nowe modele tego ''ułatwijącego'' nam
życie cacka potocznie zwanego komórą?!!
Jak ktoś wynajdzie jakiś ''figiel'' z grawitacją, to pwenie nie będziemy musieli używać kubków do kawy,
tylko będziemy sycić się naszym kochanym napojem poranka wprost z antygrawitacyjnego bąbelka nad naszą
ukochaną komórką, tylko co się stanie, jeśli w takim momencie skończy nam się akumulatorek ?!!!
Wrzątek (lub prawie wrzątek - zależy jaką kawę kto lubi) poparzy nam intymne częci ciała ?!!!
Dakąd to wszystko zmierza ???
Jak jeszcze coś wymyślę, to ciąg dalszy nastąpi (raczej będzie to niebawem, bo już mi coś we łbie świta).
Roman S.